czwartek, 23 marca 2017

Marzenia

Wielkie pomarańczowe słońce, chyliło się powoli ku zachodowi. Wyglądało jak ogromny lizak. Rzucało ostatnie ciepłe promienie na naszą okolicę.

To był półmetek wakacji. Nawet nie spostrzegłam jak szybko minął ten miesiąc. Jeszcze nie tak dawno leżałam na łące pełnej kwiatów, a na głowie miałam duży słomiany kapelusz. W ręce trzymałam bukiet dorodnych bratków i wpatrywałam się leniwym wzrokiem w błękitne niebo.

Myślami byłam daleko.

Zastanawiałam się jak to jest umieć latać i marzyłam żeby móc kiedyś pofrunąć wysoko, w biały atlas chmur.

Teraz siedziałam na wysokiej górce, wpatrzona w dal. Obok mnie siedział Filip - mój dobry przyjaciel.

Wyciągnęłam rękę w stronę słońca, tak aby promienie padały na mą dłoń. Spojrzałam na Filipa i uśmiechnęłam się radośnie. On odwzajemnił mi uśmiech.
Po chwili powiedział:

- Szkoda, że to już połowa wakacji. -odparł i spojrzał gdzieś w dal.

- Na dobrą sprawę mamy jeszcze miesiąc-powiedziałam i puściłam do niego perskie oko.

Filip uśmiechnął się delikatnie, zrobił zamach i rzucił przed siebie mały kamyczek.

Spojrzałam na niego kątem oka.

Ostanimi czasy bardzo się zmienił. Nie był już małym, wątłym chłopcem z którym bawiłam się w klasy kilkanaście lat temu. Urósł i wydoroślał, a na jego rękach widać było dobrze wykształcone mięśnie.

- Nie chcę wracać do szkoły. -powiedział Filip, a jego włosy iskrzyły się w słońcu.

- Ja też. - rzekłam posępnie.

Filip położył się na plecach. W ustach miał źdźbło trawy. Patrzył w niebo.

- Kiedy wyjeżdżasz? - zapytał w końcu.

- Za parę dni. - odparłam i zaraz dodałam- Wiesz, mama mówi że to lepiej gdy wznowimy terapię w wakacje. Będę mogła wtedy iść normalnie do szkoły.

- No tak. - powiedział.

Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Napawaliśmy się spokojem i spędzonym wspólnie czasem.
Siedziałam lekko pochylona do przodu. Kolana miałam pod brodą, objęte rękoma. Patrzyłam przed siebie.

Zastanawiałam się czy to leczenie coś w ogóle pomoże. Rodzice mówili że po ostatniej chemioterapii choroba się zatrzymała. Jeżeli nie postępowała, to po co kolejna dawka? Nie chciałam już dalej drążyć tematu, bo wiedziałam że mówią mi tylko o dobrych wynikach. Żebym się nie martwiła.

Dotknęłam delikatnie moich włosów, przyciętych do brody. Miałam na głowie delikatnie zawiązaną hustkę, aby chroniła resztę włosów przed wypadnięciem.

Westchnęłam ze smutkiem.

Rok temu miałam długie, ciemnobrązowe włosy. Wszystkie dziewczyny mi ich zazdrościły.
Miałam najdłuższe włosy z całej klasy.
Potem zaatakowała mnie choroba i musiałam je ściąć, najwyżej do brody. Było to dla mnie ogromne przeżycie.

Byłyśmy z mamą u fryzjera. Zostałam ładnie obcięta na klasycznego boba, z krótką grzywką. Po przyjściu do domu zamknęłam się w swoim pokoju i płakałam do wieczora. Nie mogłam tego zrozumieć że musiałam pozbyć się moich włosów.

Teraz uważam że za bardzo to wyolbrzymiałam. Nie zdawałam sobie sprawy w jakiej znalazłam się sytuacji. Myślałam o moich włosach, a nie o tak ważnym zdrowiu.

- W tamtym roku zawaliłaś cały semestr, przez to leczenie. To dobrze że wznowisz je w wakacje. Potem będziesz mogła normalnie chodzić do szkoły. - powiedział Filip znienacka.
Przytaknęłam ruchem głowy.

Rzeczywiście w tamtym roku, opuściłam pierwszy semestr nauki. Byłam wtedy leczona w klinice, w innym mieście. Miałam potem dużo zaległości.

- Piękna pogoda. - rzekł Filip jakby do siebie.

- Słuchaj a może chcesz wpaść do mnie? - zapytałam i zaraz dodałam- Jeszcze nie jest tak późno, a mama upiekła pyszną szarlotkę.

Filip zastanawiał się chwilę, a potem rzekł.

- Zgoda. Szarlotka twojej mamy jest świetna.

Podniósł się szybko z ziemi i podał mi rękę, żebym wstała.

Szliśmy wolno krętą ścieżką, która prowadziła w stronę pastwisk. Potem biegliśmy razem przez łąki.

- Zaczekaj! - krzyknął do mnie Filip.
Zatrzymałam się. On zerwał w pośpiechu kwiatek rumianku i włożył mi go we włosy. Patrzył na mnie uważnie. Uśmiechnęłam się do niego promiennie.

- Lubię patrzeć, jak się uśmiechasz. - rzekł poważnie.

W odpowiedzi znowu się uśmiechnęłam.

- Chodź, bo nie starczy dla nas szarlotki. Jak znam życie Pola już ostrzy sobie na nią ząbki. -powiedziałam do niego.

Po półgodzinnym marszu przez lasek, zauważyliśmy pierwsze domostwa. Miejscowość, w której mieszkamy jest dość mała. Mój dom jest praktycznie na jej obrzeżach.

Filip otworzył drzwi i przepuścił mnie w nich. Szybko dotarłam na koniec korytarza i zdjęłam trampki.

- Mamo! - krzyknęłam w stronę salonu. - Zobacz kto ze mną przyszedł.
Mama podeszłam do nas i uśmiechnęła się przyjaźnie.

- Witaj Filip. - rzekła do niego i zaraz dodała. - Dawno cię u nas nie było.

Filip przywitał się grzecznie z moimi rodzicami.

- Mamo, jest jeszcze trochę tej szarlotki? - zapytałam.

- Tak. - odparła i dodała. - Idźcie umyć ręce, ja wam ją przygotuję.

Siedzieliśmy z Filipem w kuchni popijając letnią herbatę i zajadając się pyszną szarlotką, mojej mamy. Opowiadaliśmy sobie kawały i śmialiśmy się do rozpuku.

Nagle do kuchni wszedł tata.

- Nasza Asia przyprowadziła do domu chłopaka. - rzekł do mnie z uśmiechem i położył rękę na moim ramieniu.

- Tato daj spokój. - rzekłam ze śmiechem i wywróciłam oczyma.

- Opiekuj się nią chłopcze. - rzekł ze śmiechem tata i puścił oko do Filipa.
Filip przytaknął ruchem głowy i napił się herbaty.

Ja pokręciłam głową ze śmiechem. Tata wyszedł na dwór.

- Widzisz, twój tata powiedział że mam się tobą opiekować. - rzekł Filip śmiejąc się.

- Weź przestań. - odparłam ze śmiechem.

Filip skończył jeść szarlotkę i zapytał.

- Wrócisz jeszcze przed końcem wakacji?

- Tak. - powiedziałam i zaraz dodałam. - Nie będę tam długo.

Spojrzałam na jego pusty talerzyk.

- Jeszcze szarlotki? - zapytałam.

- Poproszę. - odparł Filip. Nałożyłam mu kawałek ciasta. - Wyśmienite. -powiedział zajadając się szarlotką. -Moja mama nie piecze takich ciast. Zawsze kupujemy je w cukierni.

Pokiwałam głową ze zrozumieniem i napiłam się herbaty.

- Daleko będziesz w tej klinice? - zapytał.

- Nie wiem. Mama wspominała coś o Łodzi, ale nie wiem konkretnie w której klinice.

- Odwiedzę cię. - powiedział poważnie.

- Filip nie musisz. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. - odparłam.

- To żaden problem. - powiedział.

- Jak chcesz tam dotrzeć? - zapytałam. - To jest kawałek drogi.

- Zawsze mogę się zabrać z twoimi rodzicami. - rzekł i zaraz dodał. - Jak myślisz zgodziliby się?

- Nie wiem. Zapytaj się ich, ale sądzę że raczej tak. - powiedziałam.

- Świetnie. - powiedział Filip i klasnął w dłonie.

Uśmiechnęłam się do niego. A potem posmutniałam. Filip spojrzał na mnie zdziwiony.

- Co się stało? - zapytał.

- Wiesz, może lepiej nie przyjeżdżaj. -rzekłam ze spuszczoną głową.

- Dlaczego? - dopytywał się Filip.

Spojrzałam przez okno i po chwili zdecydowałam się powiedzieć.

- Mój widok by cię przeraził. - bąknęłam cicho.

- E tam żartujesz. - powiedział na luzie.

Ja siedziałam ze wzrokiem wbitym w podłogę. Nie miałam odwagi podnieść na niego wzroku. Niestety prawda była bolesna. Po każdej chemioterapii wyglądałam okropnie ( a przynajmniej ja tak uważałam) podkrążone oczy, potargane włosy. Jakby tego było mało, miałam tak chudą twarz że łącznie z całością tworzyła niezbyt przekonujący widok.
- Ej popatrz na mnie. - powiedział Filip.

Złapał mnie delikatnie pod brodę i uniósł mą twarz do góry. Spojrzałam na niego smutno.

- Nie mów tak nigdy. Jesteś śliczna. -rzekł i dodał po chwili. - No uśmiechnij się.

Zrobiłam co kazał, ale nie wyszło to chyba najlepiej bo moją głowę ogarnęła masa myśli. Tych radosnych i przygnębiających.

Nagle Filip wstał, wziął swój talerzyk i włożył go do zlewu.

- Dzięki, za pyszną szarlotkę. - odparł.

- Nie ma sprawy. - powiedziałam do niego.

- Będę się zbierać. - rzekł i ruszył w stronę korytarza.

Ja zaraz podniosłam się z krzesła i poszłam odprowadzić go do drzwi. Oparłam się o futrynę i patrzyłam jak zakłada buty.

- Okej to idę. - powiedział i stanął naprzeciwko mnie. - Jeszcze raz dzięki za szarlotkę.

- Spoko. - odparłam i uśmiechnęłam się do niego.

On podszedł bliżej i pocałował mnie w policzek.

- To do jutra. - rzekł. Pokiwałam głową, na znak że się zgadzam. - Do widzenia! - krzyknął w stronę salonu, do moich rodziców.

- Do widzenia Filipie!

Filip stanął przy drzwiach i spojrzał w moją stronę.

- Pa. - powiedział i po chwili zniknął za drzwiami.

- Pa. - odparłam.

Stałam jeszcze chwilę na korytarzu i patrzyłam tępo na drzwi, przez które chwilę wcześniej wyszedł Filip.
Poczułam strach.

Jego obecność zawsze mnie uspokajała, teraz gdy nie było go przy mnie moją głowę bombardowała masa myśli.

Bałam się, bo nie wiedziałam co mnie czeka. Nie potrafiłam wyobrazić sobie mojej przyszłości. Jak to będzie? Co mnie czeka?-zadawałam sobie w kółko te pytania. Nie wiem dlaczego, bałam się poznać prawdę.

Westchnęłam i poszłam wolnym krokiem do swojego pokoju.

Parę dni później zaczęłam pakować walizkę. Termin mojego wyjazdu nadszedł nawet nie wiem kiedy. Kilka dni wcześniej spędzałam wesoło czas z Filipem. Przygotowywałam się na długi pobyt w szpitalu i rozłąkę z moim przyjacielem.

Był późny wieczór. Właśnie złożyłam moją pomarańczową bluzkę w staranną kostkę i włożyłam do walizki. Potem wyjęłam z szafy bluzę, którą też złożyłam i zapakowałam do walizki.

Usłyszałam ciche pukanie.

- Tak? - zapytałam patrząc w stronę drzwi od mojego pokoju.

Zza drzwi wychyliła się czarnowłosa główka mojej siostry, Poli.

- Mama kazała ci to zapakować. -rzekła troche nieśmiało, trzymając na rękach kilka moich, świeżo wypranych bluzek.

- Dzięki. - rzekłam i wzięłam od niej ubrania.

Włożyłam je do walizki.

Rozejrzałam się po pokoju, patrząc co jeszcze muszę zabrać. Pola tymczasem usiadła na brzegu mojego łóżka i dyndała beztrosko nogami.

- Jak chcesz możesz spać u mnie w pokoju, podczas mojej nieobecności. -rzekłam patrząc na szafkę i myśląc jakie ubrania przydadzą mi się w szpitalu.

- Dam sobie radę. - rzekła Pola.

Ruszyłam w kierunku szuflady i przeszłam koło mojej siostry. Potargałam jej czarne włosy.
Spojrzała na mnie ciekawsko, a ja uśmiechnęłam się do niej serdecznie.

Dobrze wiedziałam że Pola tylko tak mówi. Zazwyczaj gdy nie było mnie przez dłuższy czas w domu, ona spała w moim pokoju.

Bardzo kocham moją sześcioletnią siostrę.

Kiedyś na moje piętnaste urodziny, upiekła z mamą prześliczny tort w kształcie słodkiego różowego serca. Potem wręczyła mi własnoręcznie robioną laurkę. Te urodziny zapamiętałam, jako szczególne w moim życiu.

- Długo tam będziesz? - zapytała.

Wyjęłam spodenki i parę spodni dresowych.

- Nie, niedługo. - rzekłam.

- To dobrze. - odparła i zaraz dodała. -Wiesz, bez ciebie będzie trochę nudno.

- Nie martw się. - powiedziałam do niej. - Rodzice będą się z tobą bawili, a ja potem wrócę.

Włożyłam spodnie do walizki.

- Rodzice nie będą mieli czasu. - rzekła z wyrzutem.

Gdy miałam wolną chwilę, bawiłam się z moją siostrą w co tylko chciała. Przyjemnie było ujrzeć na jej twarzy radosny uśmiech, gdy na podwórku przygotowywała mi wymyślane przez siebie zupy, albo organizowała przyjęcie dla miśków.

- Na pewno ich przekonasz. - rzekłam bez sensu i wyjęłam skarpetki z szuflady.

- Proszę cię, wróć szybko. - powiedziała tuląc się do mnie.

- Pola, będę tam najwyżej z tydzień. -rzekłam i poczochrałam jej włosy.

Ona nic więcej nie powiedziała, tylko nadal się do mnie tuliła, obejmując mnie w pasie.

- Wszystko będzie dobrze. -powiedziałam nad jej uchem.
Chciałam ją jakoś pocieszyć, sama nie wiedziałam jaka będzie moja przyszłość.

Wyjechałam z rodzicami, następnego dnia rano. Pola została z babcią i dziadkiem.

Tata akurat załadował moje torby do naszego granatowego vana i powiedział żebym się zbierała.
Pożegnałam się z babcią i dziadkiem. Jeszcze za nim wsiadłam do auta, Pola mocno mnie przytuliła.

Jechaliśmy z dobre dwie godziny do Łodzi. Muszę przyznać że z mojej miejscowości, jest to spory kawałek drogi.

W Łodzi, rodzice nie musieli nawet wyciągać mapy. Bywali tam ze mną tak często, że zdążyli nauczyć się już całej trasy na pamięć.

W końcu dojechaliśmy pod klinikę.

Jest to duży budynek, o wielu kondygnacjach. Z zewnątrz prezentuje się nieźle, w środku jest już trochę gorzej.

Wysiadłam z auta, a tata wziął moje torby.

Potem wszystko działo się według dobrze znanego mi schematu.

Długie stanie przy rejerstracji, wchodzenie na górę i schodzenie na dół. Nerwowe chodzenie w kółko mojej mamy, w poczekalni.

Po długim czekaniu na swoją kolej, zostałam zbadana, dostałam niebieską plastikową bransoletkę z imieniem i nazwiskiem, oraz peselem. Przydzielono mi też salę.

Chemioterapia przebiegła sprawnie. Sądziłam że wyjdę stąd po paru dniach, lecz okazało się że muszę zostać jeszcze przez tydzień na obserwacji.

Przez ten czas bardzo mi się nudziło. Codziennie obserwonano mój stan zdrowia. Mierzono temperaturę, pytano jak się czuję i robiono mi szereg badań.

Półtora tygodnia później przyjechali rodzice. Jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się z kim przyjechali.

Filip stał koło drzwi. Uśmiechnęłam się do niego a on zaraz podszedł do mnie i uściskał mnie mocno.
Rodzice zostawili nas samych i poszli porozmawiać z lekarzem.

- Hej. - powiedział do mnie Filip i zaraz zapytał. - Jak się czujesz?

- W miarę dobrze. - odparłam.

- Mam coś dla ciebie. - rzekł i podał mi średniej wielkości pudełko, oklejone czerwonym papierem.

- Co to? - zapytałam patrząc na niego z ciekawością.

- Zobacz.

Otworzyłam delikatnie wieczko i zajrzałam do środka.

Moim oczom ukazał się stos równo ułożonych fotografii. Zaczęłam je przeglądać.

- Nazwałem je ,,Pudełko Marzeń''. -powiedział do mnie Filip. - Widzisz tą fotografię? - zapytał i wskazał na zdjęcie Sójki w locie.

Przytaknęłam ruchem głowy.

- Pamiętasz, jak kiedyś powiedziałaś że chciałabyś umieć latać? - zapytał i zaraz powiedział. - O! A tu jest widok Ziemi z lotu ptaka. - wskazał na następne zdjęcie. - A to pamiętasz?

Spojrzałam uważnie na zdjęcie przedstawiające mnie uśmiechniętą, w długich włosach.
Kiedy on je zrobił?

- Zawsze mówiłaś że tęsknisz za swoimi włosami. - powiedział i dodał. - A... czy pamiętasz jeszcze jedno swoje marzenie? - zapytał i spojrzał na mnie.

Pokręciłam głową.

On w odpowiedzi wyciągnął jedno zdjęcie z końca i podał mi.

Przedstawiało uśmiechniętego Filipa.

- Kiedyś powiedziałaś, że chciała byś żebym zawsze koło ciebie był.. więc proszę. - rzekł i uśmiechnął się do mnie tak samo jak na zdjęciu.

- Oh! Filip, dziękuję! - rzekłam i przytuliłam go mocno.

Nawet nie zauważyłam rodziców stojących koło drzwi. Mieli dziwne miny.

- Coś się stało? - zapytałam i byskawicznie puściłam Filipa.

Rodzice podeszli bliżej, ale nic nie powiedzieli.

- No mówcie, bo nie wytrzymam.

Mama spojrzała na mnie i rzekła:

- Córciu jesteś zdrowa. - rzekła z uśmiechem i dodała. - Lekarze powiedzieli, że choroba się zatrzymała.

Byłam oszołomiona. Nie wiedziałam co powiedzieć. Dukałam tylko nieskładnie jakieś słowa.

Przytuliłam wszystkich po kolei, sama nie wierząc w to co usłyszałam przed paroma minutami.

- Widzisz. - rzekł Filip. - Spełniło się twoje największe marzenie.

Po moich policzkach pociekły łzy radości. Czułam jakby ktoś zdjął ze mnie niewidzialny ciężar. Odetchnęłam z ulgą.

- Możemy zabrać cię już do domu. -odparł tata.

Czułam wielkie szczęście. W końcu uwolniłam się od tej choroby. Całą duszą dziękowałam za powrót do zdrowia.

Dopiero teraz uzmysłowiłam sobie, jak bardzo ważne jest moje zdrowie i jak bardzo błache są inne sprawy w porównaniu z chorobą. Wiem że od tąd wszystko będzie dobrze, bo jestem zdrowa i mogę kroczyć raźnie przez życie w towarzystwie moich najbliższych. Osób które kocham i kochać będę.

***KONIEC***
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To jedno z moich kilku opowiadań. Miłego czytania :) Już niedługo opublikuję tu inną historię, ale już nieco dłuższą i z rozdziałami.  :)
Komentujcie i odwiedzajcie mnie na Wattpad! :)

piątek, 17 marca 2017

Cześć czołem!

Witajcie!
Postanowiłam utworzyć tego bloga, by zacząć publikować owoce swojej literackiej twórczości.
Piszę tylko prozę (nie, nie poezja to zdecydowanie nie moja bajka ;) ). Moje prace, to wyłącznie amatorskie przedsięwzięcia. Cały czas jednak, szlifuję swoje umiejętności pisarskie, dlatego bardzo cenne będą dla mnie Wasze komentarze, czy uwagi na temat danego rozdziału lub opowiadania. Mam nadzieje, że będzie Wam się dobrze czytało to, co tu znajdziecie. No ok, nie zanudzam już :)
Kolejny post już niedługo. Wpadnijcie na moje konto na Wattpad - link pod nagłówkiem. ☝☝